bibio’s Weblog – przemyślenia lenia
Koniec bloga! Nie chce mi sie pisac! :                                                                                                                         albo nie :]

gru
13

Jako że niedawno były mikołajki, święta za pasem, imieniny, urodziny każdy ma stąd taki temat :) Chyba dla części naszego społeczeństwa a może większości mikołajki, święta – “uroczystości” są zwykłym rytuałem, który raz do roku po prostu puszą odprawić, czasem sam się na tym łapie, że tak właśnie je traktuje (zwłaszcza jeśli chodzi o uroczystości typu imieniny czy urodziny), wieczorem przypominam sobie że to właśnie dzień imienin kogoś znajomego, telefon z życzeniami, zimny, niemalże bezosobowy – ot zwykłe “wszystkiego najlepszego” i … spokój na kolejny rok.

Nadchodzą jednak święta, które są szczególnym czasem, czasem który można spędzić z rodziną, z bliskimi … kiedy wszyscy są obdarowywani (nie koniecznie prezentami materialnymi lecz po prostu dobrociom, życzliwościom, ciepłym słowem …) tak naprawdę ludzie odczuwają tę wewnętrzną radość, pojawia się ten promyk ogrzewający oziębłe ludzkie serca, budzi się na chwile to piękno które płynie z dawanie innych odrobiny siebie. W całym tym dawaniu innym czegoś od siebie można dopatrzeć się choć odrobiny egoizmu – w końcu czerpiemy nie zawsze materialną korzyść ale zawsze jakąś – satysfakcje że sprawiliśmy komuś przyjemność, że ktoś poczuł się kochany … Niezależnie jak do tego podchodzimy (i jakie czerpiemy korzyści) powinniśmy obdarowywać się nawzajem (nie zrozumcie mnie źle – mam na myśli szeroko rozumiane dawanie/okazywanie znajomym, przyjaciołom że mogą na nas polegać, że zawsze mogą na nas liczyć … że zawsze jesteśmy by im pomóc …)

Podsumowując ten niekończący się wywód nie do końca spójny (ale zawsze jakiś :P ) słowami piosenki -
Santa Claus Is Coming To Town …so be good for goodness sake

paź
18

Jak czesto ludzie sie zmieniaja, jak czesto zmieniaja sie dla kogos, jak czesto zmieniaja sie od tak dla siebie, jak czesto słyszymy cos podobnego …

Zmiany sa konieczne, nieuniknione … byle by byly na lepsze :) ale o tym chyba nie musze nikogo przekonywac :>

Czy warto sie zmieniac ?  Owszem. Czlowiek choc czasem nie zdaje zobie z tego sprawy ciagle sie zmienia, staje sie bardziej odpowiedzialny (z wiekiem – przynajmniej w wiekszosci przypadkow), bardziej odpowiedzialny … nabywa nowych umiejetnosci …

Czemu sie tak dzieje ? … najczesciej dlatego ze ludzie dostosowuja sie do biezacej sytuacji, do otoczenie, srodowiska w ktorym przyszlo im zyc.

Czasem (jak czesto nie wiem ) ludzie zmieniaja sie dla innych, zmienaije sie bo chca byc lepsi i brawoim za to :) Czasem potrzebujemy impulu, osoby ktora stanie sie impulsem zmian :) Kazy powod zmian (na lepsze) zawdze jest dobry :)

paź
01

W literaturze to kraina wiecznej szcześliwości ….

Ci którzy słuchali na lekcjach języka polskiego w szlole średniej a już na pewno ci którzy mieli z nim doczynienia także później wiedza czym dla Kochanowskiego znawcy łaciny i greki, poezji Horacego, Wergiliusza i Teokryta, znany był mit antycznej Arkadii, krainy prostoty i szczęśliwości …

Podobnie każdy z nas odnajduje te krainę “wiecznej szcześliwości” w naszych rodzinnych okolicach, naszej miejscowości w której mieszkaliśmy tak długo a którą opóściliśmy rozpoczynając studia czy też szukając pracy.  Czy każdy w równym stopniu tęskni za powrotem do tej krainy (do domu rodzinnego) zapewne nie, ale każdy wcześniej czy później odczuwa taką potrzebe czy sie do tego przyznaje czy też nie.

Mogę opierać sie tylko na tym co sam czuje jak sam postrzegam “potrzebe powrotu” w rodzinne strony choc na chwile … która najczęsciej musi starczac na dlugie tygodnie … coż takie jest zycie … składa sie z wyborow pomiedzy tym co musimy, co możemy a co powinnismy robic.

Czasem choc bysmy bardzo tego chcieli nie mozemy powrocic do tej naszej arkadii. Ale czy naprawde nie mozemy ? Czy moze z jakichs powodow nie chcemy ?  Może istnieje jakaś przyczyna, coś co zmusza nas do pozostania tam gdzie jestesmy, zdala od domu, od rodziny, od tych ktorych kochamy najbardziej … Na to pytanie kazdy musi odpowiedziec sobie sam …

wrz
07

Wraz z wiekiem przybywa nam obowiązków, przybywa również odpowiedzialności. Stajemy się odpowiedzialni za swoje czyny, świadomi że każda nasza decyzja niesie za sobą określone konsekwencje … każda akcja niesie ze sobą reakcję (trzecia o ile mnie pamięć nie myli zasada dynamiki Newtona :) )

Zacznę może (jak zawsze) od definicji, a oto co znalazłem pod hasłem odpowiedzialność moralna, bo choć odpowiedzialność może być zarówno konstytucyjna, prawna … to chciałbym się skupić nad moralną związaną z czysto etycznym podejściem do zagadnienia.  A oto jej definicja:

Odpowiedzialność moralna, obowiązek podjęcia lub zaniechania określonych działań, wynikający z nakazu wewnętrznego lub etycznego (religijnego, filozoficznego, światopoglądowego). Jeden z podstawowych problemów etyki, od początku jej rozwoju.

Tak często wydawałoby się że ludzie dorastają, w konsekwencji pewnych działań stają się ( a przynajmniej powinni) bardziej odpowiedzialni za swoje czyny, chociażby z faktu ze stają sie “pełnoletni” ( nie mylić z “dorośli”).  Często konieczność podjęcia odpowiedzialności sprawia że ludzie stają się bardziej “poważni”, większą uwagę przykładają do ewentualnych konsekwencji swoich decyzji, staja się bardziej rozważni …

Od regóły niestety tak często zdażają sie wyjątki.


Post był już stary (aż zapomniałem co było powodem jego powstania) więc czas go opublikować zwłaszcza że blog ostatnimi czasy odszedł w zapomnienie …

sie
09

Kolejny z cyklu przemysleń, tym razem wybory … czym są, ich konsekfencje …
Życie to ciągły cykl wyborów, dzień w dzień człowiek staje przed ciągłymi, nie mającymi końca wyborami.

Tak jak poprzednio sprawdziłem jaką definicję wyboru posiada onetowy portal wiedzy. Wpisujac jako haslo “wybór” pojawiły sie takie pozycje jak: “wybór partnera” oraz “wybór trasy”. Wprawdzie nie tego oczekiwalem ale pierwsze podsunęlo mi przynajmniej przykład (godnego uwagi) wyboru. I oto co możemy przeczytac pod haslem “wybór partnera”:

Wybór partnera, jedna z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych decyzji człowieka.

Różne postawy życiowe wobec małżeństwa i partnera: idealizowanie partnera, minimalizacja oczekiwań, partner wybierany na zasadzie “zdrowego rozsądku”; wybór uzupełniający (niezaspokojone potrzeby psychiczne w rodzinnym domu skłaniają do szukania ich realizacji przez osobę partnera, który niejako wyrównuje te braki, może np. stanowić model dobrego ojca, opiekuna), wybór narcystyczny (wysoka samoocena może skłaniać do poszukiwania partnera pełniącego rolę “bluszczu”), partner erotyczny (wiele związków powstaje na kanwie fascynacji erotycznej, udane współżycie seksualne, atrakcyjność zewnętrzna i seksualna partnera stwarzają miraż miłości), oprawa, a nie człowiek.

Już pierwsze zdanie stwierdza ze to jedna z najtrudniejszych decyji człowieka, jednak nie jedyna takich decyzji jest oczywiscie znacznie wiecej, może kazdy nieco inaczej definiuje swoje trudne decyzje, jednak kazdy w swoim zyciu podejmuje ich przynajmniej kilka, moze czesc z nich okazuje sie potem nie tak waznych jak sie wydawalo pierwotnie, niemniej jednak napewno to decyzje ktore cos zmienily w naszym zyciu. Kazdy moze wymienic przynajmniej kilka takich waznych decyzji przed jakimi stanąl w swoim zyciu.

A wiec decyzja niesie ze soba wybór pomiedzy opcja A a B a moze jeszcze C czy D … co istotne zmusza nas do ciagłych wyborów.

Co wybrać prace, sprawy zawodowe czy moze zycie osobiste, ciągłe wyjazdy służbowe i niemal zycie poza domem do ktorego wracamy tylko raz w miesiacu a moze zadziej czy może ten czas spedzony z rodzina … z dziewczyna … narzeczona  … zona … bliskimi. Życie nie jest bajka, zmusza nas do podejmowania wyborów ale to wlasnie dzieki nim jestesmy tym kim jestesm.

Zycie przed każdym z nas stawia ciąg nie konczacych sie wyborow, decyzji ktore moga zmienic wiele w naszym dotychczasowym zyciu …

Nie bojmy sie ich podejmowac …  bo to dzieki nim …

niech każy dokończy to zdanie odpowiadajac sobie na pytanie czym tak naprawde jest dla niego podejmowanie decyzji.

sie
04

W tydzień po ślubie nasi bohaterowie urządzają  parapetówkę. Zjawiają się niej(w kolejności pojawienia):

  1. Ela F. – mysza (żona)
  2. Michał F.  – philips (mąż)
  3. Grażyna M. – dziobak( tak o sobie mówi), od jakiegoś czasu pani magister
  4. Natalia S. – na chwile obecna brak ksywki
  5. Łukasz Ż. – stary, bo już swoje lata ma
  6. Michał K. – prezes, awe on :)
  7. Marcin G. – ski
  8. Anna Sz. – kot nr I
  9. Konrad P. – kot nr II
  10. Policjant I – tylko przejazdem, słyszał że polibuda się bawi wiec wpadł z kolegą (tylko o flaszce zapomniał)
  11. Policjant II – tylko przejazdem z kolegą, na sępa się chciał załapać

Domowników nie wliczam, dodam że wszyscy byli obecni. Taka sobie mała imprezka. Wpadły pały spisali jednego nieszczęśnika i pojechali dalej, szkoda się rozpisywać :)
Potem mały wypad na ryneczek i ostatecznie  powrót do swoich mieszkań.

lip
28

Na kazdego przychodzi ten dzien … nadszedl i na mnie … stwierdził jeden ze znajomych naszych bohaterów. W uroczystości brali udział nasi bohaterowie (mieszkańcy sławnego niegdyś pokoju na szóstym piętrze a obecnie mieszkańcy jednego z nowohuckich osiedli). …

wiecej niebawem

lip
11

Na wstepie chciałbym zaznaczyć że nie wiem wiele o dziadzie a juz na pewno nie jestem w posiadaniu zbyt wielu informacji na jego temat. Moja opinia bedzie rowniez subiektywna z samego wzgledu na fakt ze nie jestem nim i nie wiem o nim tego co on sam ale doczekac sie na taki post z jego strony bylo by … powiedzmy nieco bezcelowe :P

Dziad jaki jest każdy wie (przynajmniej ci ktorzy go znaja). Ma jakies wady, ma tez i zalety. Każdy postrzega go napewno w nieco inny sposob, ja przedstwie swoj – moze okazac sie ze to takze twoj punkt widzenia moj drogi czytelniku. Gdybym mial opisac naszego bohatera w kilku zdaniach – stwierdziłbym ze to czlowiek raczej zamkniety w sobie, lecz jednoczesnie niezwykle otwarty na ludzi  (taka mała sprzecznosc). Można na nim polegac ale najpierw nalezy sie upewnic ze komunikat zostal zaakceptowany i zostanie zrealizowany – bez potwierdzenia przyjecia go do wiadomosci – czekanie na jaka kolwiek reakcje z jego strony jest bezcelowe :) .

Zdążyłem sie przekonać ze latwo sie zakochuje, ze jest w typie ok 90% kobiet (nawet jesli ktores z czytelniczek sie do tego nie przyznaja – to ja zapewne mam racje :) ) Nasz bohater chwilowo nie ma zadnej dziewczyny(przynajmniej z tego co mi wiadomo) wiec wszystkie chetne panie zapraszam do zostawiania swoich kontaktow w komentarzach :) . Z naszym bohaterem czasem mozna naprawde szczerze porozmawiac, zawsze chetnie sluzy rada, takich okakazji do rozmowy jego znajomi jednak za czesto nie doswiadczaja.

Jako pracownik (pracuje jako programista) jest niezwykle sumienny, poswieca sie swojej pracy bezgranicznie ( poza chwilami kiedy sie obija na calego), powiedzialbym ze potrafi szanowac prace.  Potrafi sie bawic, czasem nawet powie cos zabawnego :)

Na chwile obecna to tyle jesli chodzi o postac naszego bohatera, jesli cos mi sie przypomni pojawi sie tu napewno.

cze
21

Tytułem wstępu

Siedzę sobie bo spać nie mogę … czas zatem na kolejnego posta. Niedługo fanki moich postów domagać sie będą kolejnego, choć obecnie chyba zajęte są innymi sprawami jak np. sesja. Uprzedzając ich głód informacji powstaje niniejszy post. Dlaczego taki tyluł pytacie moi drodzy czytelnicy ? To częciowo nawiązanie to pewnych ‘rytuałów’ z dawnych, nieco już zamieszchłych czasów. Niektórzy zapewne wiedzą o co mi chodzi … prawda dziady (nie ubliżając nikomu) ?

Cała prawda o mnie

No może jednak nie cała(coś muszę zachować dla siebie) ale i tak sporo.

Mężczyzna lat 24 (tak tak aż tak stary jestem), student na jednej z prestiżowych uczelni Krakowskich. Pracuje  w branży informatycznej (przynajmniej jeszcze do 22 lipca br.). Syn(pierworodny), brat(posiada siostrę i brata), wujek(dla 4 miesięcznej Jagody), ojciec (chwilowo tylko chrzestny ale kiedyś to się może zmieni), wiódł sobie spokojne życie … ale przyszły studia i wszystko uległo diametralnym zmianom.

Już pierwszego dnia po przyjeździe do Kraka poznał smak wódki(wierzcie lub nie ale to najszczersza prawda). Potem przyszła sesja, po sesji … no cóż życie studenckie nabrało zupełnie innego wyrazu. Pierwszy rok to także ‘cukiereczek’ … pewnie się zastanawiasz a może i nie o co chodzi?, co za cukiereczek ? … ci którym dane było posiadanie takiej wiedzy niech czują się wyróżnieni pozostali obejść się muszą smakiem.

Pierwszy rok to też doświadczenia związane ze zdawaniem egzaminów u ‘Tereski’, ale także czasy Kaprala (jeszcze teraz nazwisko wywołuje u mnie odruch wymiotny) i pierwszy (i ostatni) warunek, dane mi było poznać jak czuje sie spadochroniaż. Potem powoli (kiedy już wiedziałem że studia nie są bajką) było coraz lepiej. Na wyklady przesałem chodzić, początkowo tylko na niektóre, z czasem na wszystkie.

I tak dobrneliśmy do roku pietego. Żyć nie umierać, zajęć na uczelni tyle co nic a większość to i tak projekty, siedzisz w akademiku, napiszesz szybko kilka linii kodu albo zrobisz jakąś denną prezentacje i już zaliczenie na 5.0, nie to wcześniej – siedziało się nad książkami, ryło,  te nieprzespane noce spedzone przed komputerem kiedy eclipse czy vim nie miały dla ciebie tajemnic, jakże pięknie było kompilować program wprost z okna edytora, wykonując polecenie systemowe (niezapomniane czasy pięknego edytora vim … ach wracaja wspomnienia).  Przyszedł rok piąty, przyszły również ‘gej party’ (nazwa tylko ze wzgledu na niezwykle przewarzający pierwiastek płci męskiej, co do upodobań wtym seksualnych sie nie dyskutuje więc nie winikam/łem jaką oriętacje mają/mieli uczestnicy imprez).  Piąty rok to również czas degustacji nowych specyfików (jak sobie przypomnę niektóre ze specyfików … lepiej było ich nie wąchać tylko pić choć i z tym nie było najlepiej) nie zawsze zdążyły sie przegryść wiec smak na ogół ciekawy.

Ale dość już tej biografii. Kilka zdań o tym jaki jestem, jak postrzegam świat …
Przyznaje się jestem trochę romantykiem i niepoprawnym marzycielem, choć mocno stąpam po ziemi. W ludziach staram się dostrzegać ich zalety nie wady, przyjaciół chyba jakichś mam. Mała definicja przyjaciela według małego księcia:

“Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas,
kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.”

O przyjaźni rozpisywałem się we wcześniejszym poście więc ten temat zakończe na definicji. Jeśli ktoś uważa mnie za sowjego przyjaciela – czuje się niezmiernie zaszczycony.

Nie jestem kimś wyjątkowym a już na pewno nie jestem ideałem (dlaczego – zapraszam do zapoznania się z wcześniejszym postem). Staram się być sobą i często mi się to wychodzi, choć może nie do końca bo nie zawsze się da ale też nie udaję kogoś kim nie jestem. Akceptujesz mnie takim jakim jestem albo wcale (no może z drobnymi wyjątkami), cały czas się zmieniam (może nie jest to aż tak dostrzegalne ale w końcu człowiek ewoluuje więc może ja też ;) ) przy odrobinie szczęścia może ci się udać i zmienię się dla ciebie (ale za bardzo bym na to nie liczył, no chyba że jesteś w moim typie :D ale to i tak przyjdzie ci z trudem).
Szanuje ludzi i staram się ich nie oceniać choć czasem ‘dla ich dobra’ powinni usłyszeć kilak słów prawdy (nawiązanie do wiadomo czego).  Czasem sam siebie nie rozumie, przerażające lecz niestety prawdziwe. Ciągle szukam odpowiedzi na na kilka pytań … może kiedyś je poznam.

Czasem łatwo ulegam sugestiom innych, co nie znaczy jednak ze ni posiadam własnego zdania, czasem po prostu wole je zachować dla siebie a podzielić opinie większości zwłaszcza jeśli widzę że moje stanowisko niczego nie zmieni.
Wręcz nie potrafię odmówić kobiecie (dla jej/ich własnego dobra czasem są wyjątki od tej reguły wyjątki). Jeśli więc jesteś kobietą i masz dar przekonywania zapewne zrobiłbym dla ciebie wszystko :) . Proszę jednak drogie czytelniczki o nienadużywanie tej wiedzy … zbyt często :) .

Mam dwie lewe nogi do tańca – według mnie, bo : ruszam się jak słoń w składzie z porcelaną , może faktycznie w rytm muzyki ale i tak do klasy S mi jeszcze daleko. Niektórzy się z tym nie zgadzają i pewnie maja racje :) ….
Ostatnimi czasy zdarzyło się że uległem namową siostry(w końcu kobieta :) ) wybierającej się na jakąś imprezę taneczną (czyt.: wesele)  aby z nią poćwiczyć taniec w parze … i było zabawnie … cóż to był za taniec, byliśmy królami parkietu (zważywszy na fakt że nikogo innego poza nami nie było).  Te obroty, zamiana miejscami wychodziły prawie po mistrzowsku … już widzę jak kiedyś będziemy szaleć z moja siostrzyczką na jej weselisku :) choć przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać to i tak ta mała próba wypadła obiecująco.

Mam też pewną wadę a może zaletę, sami możecie ocenić. Normalnie moje odpowiedzi są lakoniczne ale jak od wszystkiego zdarzają się wyjątki tak też i w tej kwestii. Kiedy zacznę o czymś opowiadać czasem zapominam się nieco i …. “nawijam jak najęty”, co połączone z tendencją do mówienia prawdy czasem kończy się całkiem niezłym wywodem o mnie samym ( nie jest to żadne przechwalanie typu jaki to ja jestem wspaniały, czego to ja nie umiem, jaki ja boski jestem (niektorzy pewnie w tym miejscu sobie coś przypomnieli i nie moga powstrzymać się od śmiechu)  …. a wręcz przeciwnie zazwyczaj wyciągam same mniej chlubne elementy z mojej jakże pilnie skrywanej osobowości. To całkiem niezły sposób aby sie czegoś dowiedzieć o mnie choć i tak juz chyba całkiem sporo tu napisałem :P co powinno znakomitej większości wystarczyć.

Mam jeszcze kilka mniej lub bardziej interesujących cech mej osobowości i może niektore zostana uwiecznione jeszcze kiedyś na tym blogu o ile nadejdzie jakaś noc lub dzień zwierzeń … ale jeszcze nie w tej chwili.

I w ten oto sposób drogi czytelniku wiesz już coś więcej o mnie, noc zwierzeń zmierza ku końcowi, czas kończyć zatem tego posta bo trzymanie laptopa na kolanach podobno niekorzystnie wpływa na płodność (tak usłyszłem siedząc dziś a w zasadzie wczoraj wieczorem na huśtawce przed domem).

Z wyrazami szacunku,
shultz

cze
13

Skoro juz jestesmy w tematyce rozwazan nad wartosciami, ktore nie dokonca maja swoje realne odzwierciedlenie w zyciu codziennym postanowilem przeprowadzic mala dyskusje (sam ze soba bo niby z kim).

Chcialbym na wstepie zaznaczyc drogi czytelniku ze to co przeczytasz w tym poscie jest to tylko moim zdaniem na pewne sprawy, mozesz sie z tym zgodzic lub nie jak mysle tak pisze :)

Słownik PWN, którym często się posiłkuję określa PRZYJAŹŃ jako bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości i zaufaniu. Inne źródła dokładają do tego altruistyczne zachowania czyli krótko mówiąc bezinteresowność w działaniu, a także bezkompromisową lojalność.

Powyzej kilka zdan z jakiegos blogu, gdzie autor rozpisuje sie na temat przyjazni, zastanawiajac sie czy prawdziwa przyjazn istnieje. Ale nie o tych chcialem dzis porozwazac …

Przyjażń miedzy kobieta a mezczyzna – jest czy jej nie ma ?

Ciekawe pytanie nie raz ani nie dwa prowadzilem na ten temat dlugie konwersacje trwajace godzinami, ktore nie daly nigdy zadnych rezultatow, prawda bowiem lezy gdzies po srodku :)

Jako ze wszystko jest wzgledne powiem ze przyjazn miedzy kobieta a mezczyzna nie istnije po przekroczeniu pewnej granicy … ale to tez nie do konca prawda. Granica ta jest niestety zmienna i zalezy od wielu czynnikow ktorych kazdy napewno by kilka wymienil. Nie istnieje jakas prosta odpowiedz ktora by rozgraniczala przyjazn od … no wlasnie czego ? o milosci to raczej bym tu nie wspominal choc jak pewnie niektorzy z was by powiedzieli : “od przyjazni do milosci droga niedaleka” albo jakies takie podobne poniekad banialuki :) ale o tym zachwile.

Wracajac do tego jak okreslic to cos co jest po przyjazni, po przekroczeniu tajemniczej linii. “To cos” okreslil bym mianem zauroczenia, a moze po prostu zwyklego popedu seksualnego … jak kolwiek by tego nie nazwal miloscia to to raczej nie jest. Wiec czym jest zatem milosc ? No coz dobre pytanie, kazdy ma na swoja odpowiedz, kazdy ma jakas definicje milosci mniej lub bardziej trafna, ja tez pewnie jakas mam, wiem jedno ze:

Milosc bez przyjazni istniec moze (bo nikt nie udowoni ze istniec nie moze). Ale jaki to ma sens? W mojej opinii partner powinien byc przede wszystkim twoim przyjacielem, definujac milosc w pewnym momencie dojdziemy do przekonania ze milosc obejmuje lub przynajmniej powinna obejmowac definicje przyjazni. Co jednak nie zmienia faktu ze w pewnym momencie znajomosci zanim (oile) pojawi sie ‘milosc’ do przejscia jest jeszcze kilka etapow w tym w poczatkowym etapie wlasnie przyjazn.

Kilka spostrzezen:

  • czesto mylimy milosc ze zwyklym pozadaniem
  • czasem ‘zakochani’ podejmuja nie przemyslane decyzje , ktore potem mszcza sie na nich dlugo lub przynajmniej przez jakis czas(az do rozstania)
  • ‘milosc’ zaslepia, sprawia ze nie myslimy logicznie
  • nie da sie jej kupic (nie zaplacisz za nia karta mstercard)

Ale jak juz pisalem na wstepie to tylko moje zdanie, opinia lenia z przemysleniami na temat ktory go nieco przerasta:>