Tytułem wstępu
Siedzę sobie bo spać nie mogę … czas zatem na kolejnego posta. Niedługo fanki moich postów domagać sie będą kolejnego, choć obecnie chyba zajęte są innymi sprawami jak np. sesja. Uprzedzając ich głód informacji powstaje niniejszy post. Dlaczego taki tyluł pytacie moi drodzy czytelnicy ? To częciowo nawiązanie to pewnych ‘rytuałów’ z dawnych, nieco już zamieszchłych czasów. Niektórzy zapewne wiedzą o co mi chodzi … prawda dziady (nie ubliżając nikomu) ?
Cała prawda o mnie
No może jednak nie cała(coś muszę zachować dla siebie) ale i tak sporo.
Mężczyzna lat 24 (tak tak aż tak stary jestem), student na jednej z prestiżowych uczelni Krakowskich. Pracuje w branży informatycznej (przynajmniej jeszcze do 22 lipca br.). Syn(pierworodny), brat(posiada siostrę i brata), wujek(dla 4 miesięcznej Jagody), ojciec (chwilowo tylko chrzestny ale kiedyś to się może zmieni), wiódł sobie spokojne życie … ale przyszły studia i wszystko uległo diametralnym zmianom.
Już pierwszego dnia po przyjeździe do Kraka poznał smak wódki(wierzcie lub nie ale to najszczersza prawda). Potem przyszła sesja, po sesji … no cóż życie studenckie nabrało zupełnie innego wyrazu. Pierwszy rok to także ‘cukiereczek’ … pewnie się zastanawiasz a może i nie o co chodzi?, co za cukiereczek ? … ci którym dane było posiadanie takiej wiedzy niech czują się wyróżnieni pozostali obejść się muszą smakiem.
Pierwszy rok to też doświadczenia związane ze zdawaniem egzaminów u ‘Tereski’, ale także czasy Kaprala (jeszcze teraz nazwisko wywołuje u mnie odruch wymiotny) i pierwszy (i ostatni) warunek, dane mi było poznać jak czuje sie spadochroniaż. Potem powoli (kiedy już wiedziałem że studia nie są bajką) było coraz lepiej. Na wyklady przesałem chodzić, początkowo tylko na niektóre, z czasem na wszystkie.
I tak dobrneliśmy do roku pietego. Żyć nie umierać, zajęć na uczelni tyle co nic a większość to i tak projekty, siedzisz w akademiku, napiszesz szybko kilka linii kodu albo zrobisz jakąś denną prezentacje i już zaliczenie na 5.0, nie to wcześniej – siedziało się nad książkami, ryło, te nieprzespane noce spedzone przed komputerem kiedy eclipse czy vim nie miały dla ciebie tajemnic, jakże pięknie było kompilować program wprost z okna edytora, wykonując polecenie systemowe (niezapomniane czasy pięknego edytora vim … ach wracaja wspomnienia). Przyszedł rok piąty, przyszły również ‘gej party’ (nazwa tylko ze wzgledu na niezwykle przewarzający pierwiastek płci męskiej, co do upodobań wtym seksualnych sie nie dyskutuje więc nie winikam/łem jaką oriętacje mają/mieli uczestnicy imprez). Piąty rok to również czas degustacji nowych specyfików (jak sobie przypomnę niektóre ze specyfików … lepiej było ich nie wąchać tylko pić choć i z tym nie było najlepiej) nie zawsze zdążyły sie przegryść wiec smak na ogół ciekawy.
Ale dość już tej biografii. Kilka zdań o tym jaki jestem, jak postrzegam świat …
Przyznaje się jestem trochę romantykiem i niepoprawnym marzycielem, choć mocno stąpam po ziemi. W ludziach staram się dostrzegać ich zalety nie wady, przyjaciół chyba jakichś mam. Mała definicja przyjaciela według małego księcia:
“Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas,
kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.”
O przyjaźni rozpisywałem się we wcześniejszym poście więc ten temat zakończe na definicji. Jeśli ktoś uważa mnie za sowjego przyjaciela – czuje się niezmiernie zaszczycony.
Nie jestem kimś wyjątkowym a już na pewno nie jestem ideałem (dlaczego – zapraszam do zapoznania się z wcześniejszym postem). Staram się być sobą i często mi się to wychodzi, choć może nie do końca bo nie zawsze się da ale też nie udaję kogoś kim nie jestem. Akceptujesz mnie takim jakim jestem albo wcale (no może z drobnymi wyjątkami), cały czas się zmieniam (może nie jest to aż tak dostrzegalne ale w końcu człowiek ewoluuje więc może ja też
) przy odrobinie szczęścia może ci się udać i zmienię się dla ciebie (ale za bardzo bym na to nie liczył, no chyba że jesteś w moim typie
ale to i tak przyjdzie ci z trudem).
Szanuje ludzi i staram się ich nie oceniać choć czasem ‘dla ich dobra’ powinni usłyszeć kilak słów prawdy (nawiązanie do wiadomo czego). Czasem sam siebie nie rozumie, przerażające lecz niestety prawdziwe. Ciągle szukam odpowiedzi na na kilka pytań … może kiedyś je poznam.
Czasem łatwo ulegam sugestiom innych, co nie znaczy jednak ze ni posiadam własnego zdania, czasem po prostu wole je zachować dla siebie a podzielić opinie większości zwłaszcza jeśli widzę że moje stanowisko niczego nie zmieni.
Wręcz nie potrafię odmówić kobiecie (dla jej/ich własnego dobra czasem są wyjątki od tej reguły wyjątki). Jeśli więc jesteś kobietą i masz dar przekonywania zapewne zrobiłbym dla ciebie wszystko
. Proszę jednak drogie czytelniczki o nienadużywanie tej wiedzy … zbyt często
.
Mam dwie lewe nogi do tańca – według mnie, bo : ruszam się jak słoń w składzie z porcelaną , może faktycznie w rytm muzyki ale i tak do klasy S mi jeszcze daleko. Niektórzy się z tym nie zgadzają i pewnie maja racje
….
Ostatnimi czasy zdarzyło się że uległem namową siostry(w końcu kobieta
) wybierającej się na jakąś imprezę taneczną (czyt.: wesele) aby z nią poćwiczyć taniec w parze … i było zabawnie … cóż to był za taniec, byliśmy królami parkietu (zważywszy na fakt że nikogo innego poza nami nie było). Te obroty, zamiana miejscami wychodziły prawie po mistrzowsku … już widzę jak kiedyś będziemy szaleć z moja siostrzyczką na jej weselisku
choć przyjdzie mi jeszcze trochę poczekać to i tak ta mała próba wypadła obiecująco.
Mam też pewną wadę a może zaletę, sami możecie ocenić. Normalnie moje odpowiedzi są lakoniczne ale jak od wszystkiego zdarzają się wyjątki tak też i w tej kwestii. Kiedy zacznę o czymś opowiadać czasem zapominam się nieco i …. “nawijam jak najęty”, co połączone z tendencją do mówienia prawdy czasem kończy się całkiem niezłym wywodem o mnie samym ( nie jest to żadne przechwalanie typu jaki to ja jestem wspaniały, czego to ja nie umiem, jaki ja boski jestem (niektorzy pewnie w tym miejscu sobie coś przypomnieli i nie moga powstrzymać się od śmiechu) …. a wręcz przeciwnie zazwyczaj wyciągam same mniej chlubne elementy z mojej jakże pilnie skrywanej osobowości. To całkiem niezły sposób aby sie czegoś dowiedzieć o mnie choć i tak juz chyba całkiem sporo tu napisałem
co powinno znakomitej większości wystarczyć.
Mam jeszcze kilka mniej lub bardziej interesujących cech mej osobowości i może niektore zostana uwiecznione jeszcze kiedyś na tym blogu o ile nadejdzie jakaś noc lub dzień zwierzeń … ale jeszcze nie w tej chwili.
I w ten oto sposób drogi czytelniku wiesz już coś więcej o mnie, noc zwierzeń zmierza ku końcowi, czas kończyć zatem tego posta bo trzymanie laptopa na kolanach podobno niekorzystnie wpływa na płodność (tak usłyszłem siedząc dziś a w zasadzie wczoraj wieczorem na huśtawce przed domem).
Z wyrazami szacunku,
shultz