Walentynki …
Nie typowo zacznę bo od pytania
Jako że walentynki już za nami nasuwa się pytanie, czy walentynki są skomercjalizowanym świętem ?
I żeby było nieco po staremu zacznę od przytoczenia definicji(jako punktu wyjścia dla dalszych rozważań) zaczerpniętej z “portalu wiedzy” :
komercjalizacja (ś.łc. commercialis ‘handlowy’ od łc. commercium ‘handel’) 1. ekon. dostosowanie działalności do wymogów gospodarki rynkowej, opieranie jej na zasadach handlowych; nastawienie działalności na zysk.
Nie da się ukryć że jest to całkiem niezły towar, pluszowe serduszka na patyku pojawiające się w sklepach, kioskach … rozchodzą się jak świeże bułeczki … walentynki to zdaniem niektórych “importowane z Zachodu święto spod znaku supermarketowych przecen i krzyczących plansz, wzorem Halloween” autor niewiele się pomylił ( a może ma racje) choć jak niektórzy twierdzą romantyk ze mnie to przychylam się do opinii autora (ale tylko w ramach przytoczonego fragmentu artykułu).
Faktem jest że święto zapożyczone zostało z zagranicy, pomimo całej otoczki komercjalizacji mimo wszystko to całkiem fajne święto (zgodzą się zapewne zwłaszcza zakochani) ale …. ( no właśnie) po co komu ono ?
(Bez linczu prosze
) prawda jest taka że uczucia swojemu partnerowi/partnerce okazywać należy każdego dnia, a co ma wspólnego z tym jakaś data (ktoś chciał zarobić i mu się jak widać udało, zarabiają inni).
Walentynki z jednej strony fajna okazja żeby w niecodzienny, może po prostu szczególny sposób wyrazić swoje uczucia bliskiej osobie, z drugiej jednak strony (zgadzajcie się lub nie) stanowi ono jednak swego rodzaju wymuszone okazywanie uczuć … bo żeby w walentynki nie pokazac jak wielkim uczuciem dąży się drugą osobę to już skandal
– nie pomyle się wiele jeśli założe że choć część z pośród was moi drodzy czytelnicy myśli w ten sam sposób. Uczucie nie są na pokaz, jaki też jest sens ich wymuszania. Wymuszone nie zawsze oznacza szczere …
Loading...