Nauka żąglerki
Karolina pobiera nauki od dziada. Był to prawdopodobnie czwartkowy wieczór, kiedy to znana nam juz bohaterka kilku postów (Karola) zapragneła nauczyć sie żąglować. Dziad jako znawca tematu
zgodził sie udzielic kilku uwag, zademonstrowal kilka technik. Bohaterka bacznie sie przygladała pokazowi, sluchala z ogromym zainteresowaniem, rad dziada. Po krótkim wykładzie połączonym z demonstracja, przyszedl czas na ćwiczenia.
Dzielna bohaterka wytrwala długo zanim porzucila ćwiczenia praktyczne, obiecała sobie ze kiedyś jeszcze spróbuje
.
Były to też testy wytrzymalościowe dla podzespołów komputera jednego z mieszkańców pokoju na 6 pietrze, ponieważ nieszczęsnik zapomniał zamknąc obudwe w której czesto lądowały piłeczki którymi uczyła sie żonglować Karolina
. Po powrocie z domu udało mu sie bez problemu uruchomić sprzet wiec zniczneń po nauce żąglowania nie bylo
.
Po tak cieżkim wykladzie, dziad nauczyciel postanowił zaczerpnąć swieżego powitrza, wyszli wiec wraz z drugim przebywajacym w tym czasie w krakowie wpołlokatorem na laweczki zabierajac ze soba złocisty trunek. Butelki oczywiscie wyrzucili do odpowiednich kontenerów na szklo kolorowe – segregacja odpadów jest ważna i nasi bohaterowie o tym wiedza …
Powrót do akademika, sen i do domku ( dziad w piatek wieczorem udal sie do domu – pozostawiajac shultz’a na pastwe sasiadow ).
Od autora:
Karolinie gratuluje wytrawalosci w nauce żąglowania, przyznam ze myslalem ze zrezygnuje wczesniej, ale wytrawała dość dlugo, brawo za silna wole walki
Loading...
No proszę:) he he jestem główną bohaterką opowieści, dziękuję za taki zaszczyt:) pozdrowienia do autora;)
Karolina - kwiecień 23, 2008 (środa) at 5:48