Z ciekawości a także w nadziei że czegoś interesującego, poznam nowe tajniki ‘zdobywania’ kobiet na portalach randkowych postanowiłem przeprowadzić mały experyment. Na cel poszedł dość znany chyba portal. Założyłem konto wrzucając kilka zdjęć kobiety o dość niezwykłej aparycji. Brakowało już tylko opisów i motta które na poczekaniu zaczerpnąłem z innego profilu dorzucając coś od siebie
.
Sympatyczny experyment
Impreza zapowiadała się niezła, lecz tylko zapowiadała. Przygotowania zaczęły się blisko dwa tygodnie wcześniej od wysłania gadulcowych zaproszeń do kilkunastu znajomych. Co było do przewidzenia przyszła tylko część – oczywiście sama śmietanka
W dzień imprezy sporządzono listę zakupów, która następnie zrealizowano w jednym z marketów. Potem porządki, mała zmiany układu przestrzennego mebli, podłączenie nagłośnienia i mieszkanie było gotowe na przyjęcie gości. Pierwsi goście zjawili się o czasie, chilę później zaczeli przychodzić pozostali zaproszeni goście.
Całkiem niezłym hitem okazała się zakupiona kilka tygodni wcześniej fajka wodna – palono oczywiście tylko tytoń aromatyczny (żadne maryśko podobne stafy). Towarzystwo głównie informatyczne z drobnymi wyjątkami, które stanowiły ciekawe urozmaicenie, zważywszy na fakt że były to głównie kobiety, nie była to kolejna męska popijawa:)
Choć alkoholu trochę poszło impreza obyła się bez żadnych niemiłych sytuacji jak wizyta policji (jak to miało miejsce na parapetowce). Po wyjściu ostatnich gości wczesnym rankiem dnia następnego posprzątano co z grubsza pokuj będący centrum andrzejkowej imprezy …
Ci którzy zaproszenia dostali a nie przyszli a szczególnie ci którzy przyjść mieli lecz z nieznanych mi powodów nie dotarli niech żałują
z poważaniem,
organizator
Mam na imię … i mam problem z alkoholem, to chyba zdanie które mówi wszystko.
Dwa tygodnie codziennych wieczornych spotkań z cyklu ‘ja i moja pięćdziesiątka’ ćwiartka po kolacji czy do kolacji różnica żadna. Spytacie dlaczego? By zapomnieć, by nie myśleć, bo lubie – każda odpowiedź będzie właściwa, każda zawiera przynajmniej odrobine oprawdy. Również dla tego że to najłatwiejszy choć za razem najgorszy sposób na chwilowe oddalenie w czasie różnego typu problemów. Sama świadomość niestety nie wystarczy …
Z poważaniem,
początkujący alkoholik.
Sobota 24 październik 2009 maciejjjo zapowiedział swoją wizytę – godzina przybycia – 17:00. Spóźnił się nieco ale kto by na to zwracał uwagę:)
Zaczęła się imprezka, mała mieszkaniowa wódka, kola, sok – jak na drinki idealna kombinacja. Imprezka a może zwykły sobotni wieczór w gronie znajomych przy drinku, jak by tego nie nazwał małe picie
.
Zaczęło się jak zwykle symbolicznie a jak się skończy … dopiszę jutro. Po 21 miała dołączyć nowa bohaterka – K.
Jedną literą określana, anonimowa, piękna, czarująca kobieta, nie mnie podawać więcej cech tejże niezwykłej kobiety. Może kiedyś bardziej opiszemy ten ideał kobiecości, dziś jednak nie jest na to właściwy moment.
Małe spotkanko, mała walka, dziś każdy walczy o coś, o kogoś … ‘polska walka stulecia’ jak w mediach określono walkę Gołota-Adamek. Nowa karta w historii polskiego sporty (słowa ibisza).
Na tej karcie zapisać się mają:
Adamek – nie bojący się nikogo, góral
Gołota – nie potrzeba przedstawiać
I walka się zaczęła, andrzej sobie lekceważy, szybszy jest adamek … co pokarze andrzej ?
Przekonają/li się kibice oglądający walkę.
…
I się przekonali Gołota pokonany.
—
z poważaniem, Deuce Bigalow
Sobotni wieczór, jeden z krakowskich lokali z nie najdroższym piwem. Prowodyrem spotkania okazał się maciejjo – klucze chciał oddać (wreszcie) do skrzynki które zaginęły po jednej ciężkiej imprezie (jakaś obrona maciejja była czy jakoś tak).
Jak więc już wspomniałem się spotkali co by coś symbolicznie wypić (bo inaczej nazwać tego nie można) nie było wszystkich wątpliwym mianem ‘bohaterów’ określanych, dzielnymi reprezentantami byli mop i shultz . Jako że jeszcze konradzik i prezes się przypałętali
to się liczba biesiadników nieco powiększyła. A że do tego prezes nie przyszedł sam jak i maciejjo polazł gdzieś i wrócił z jakąś niebprzydką kobitką to się towarzystwo jeszcze liczniejsze zrobiło. Wypili symbolicznie i rozeszli, wrócili.
Nastała niedziela ani kaca, ani nic …
–
z poważaniem, Deuce Bigalow
Kawalerów ci u nas dostatek. Ostanio jeden znajomy znajomego zmienił ten jakże czcigodny stan. Uczcijmy minutą ciszy pamięć po koledze znajomego, który postanowił dać się uwiązać.
Ale nie o tym dziś pisał będę. Dziś będzie o kawalerskim życiu a właściwie o ostatnim jego wieczorze.
Zaczęło się zwyczajnie, jak na dobry wieczór przystało alkohol lał się strumieniami, no może nie dosłownie ale napewno nie brakowało. Po tak przygotowanej przez organizatora ‘zaprawce’ uczestnicy udali sie na rynek, aby tam szukać godnego lokalu dla tak wytworych kawalerów. Obeszli kilka lokali, w jednych zatrzymywali się na dłużej, w innych (gdzie gospodarze byli wyjątkowo niegościnni) tylko na chwilkę. Kiedy już zmęczeni świętowaniem nasi bohaterowie postanowili wrócić do miejsca gdzie to wszystko sie zaczeło – słynnego dywizjonu 303 osiedle – natenczas jeden z uczestników, osławiony w bojach, niezwyciężony Maciejjo z Barcic nie mogąc doczekać sie na powóz mający odwieść ich na ich kwatery ruszył pieszo, a nawet momentami biegnąc.
A że kondycje jaką taką posiada biegał tak blisko 3h. Ponieważ swoi go nie wpóścili udał sie na stare wysokie smieci, gdzie dawni lokatorzy przygarneli go pod dach. Nad ranem ocenił straty, pożegnał starych współlokatorów i ruszył w dalszą drogę.
//Ja tu adminitruje jak narazie wiec bez kąśliwych komentarzy :]
Po wielu głębokich przemyśleniach w poprzednich postach pora na coś lżejszego
. Jako że to ‘moj pierwszy raz’
nie bedę się zbytnio rozpisywał, (komu by się chciało czytać
), za to zdjęcia każdy lubi pooglądać
. Tak więc można uznać ten wpis za fotoblogową relację z imprezy, która miała miejsce w lokalu na osiedlu Wysokim w piątek 24 kwietnia. Więcej szczegółów możliwe, że w następnym poście (zapewne nie moim
). Miłego oglądania.
http://picasaweb.google.pl/maciej.opiela/PartyTime02?authkey=Gv1sRgCOPB3aifjKaQuQE#
Jeden z lokatorów mieszkania na pierwszym piętrze ostatnimi czasy odczuwa nieodpartą pokusę imprezowania w środku tygodnia …przyznam że trochę to dziwny czas na imprezy, weekend nadaje się oczywiście lepiej do tego rodzaju spędzania wolnego czasu
Niezwykłe a może normalne zależy jak niektórzy zwykli mówić … od punktu siedzenia … jest jednak fakt iż ciągle jest to ten sam lokal. Muzyka z opowiadań bohatera całkiem przyjemna dla ucha , ale ciągłe chodzenie tylko do jednego, tego samego lokalu … czy to nie dziwne
ale … „De gustibus non est disputandum” Zapytacie kim jest ten imprezowicz ? A może już wiecie ?
Ostatki tego roku były całkiem udane, nie biorąc pod uwagę małego bólu głowy dnia następnego i dla jednego z bohaterów również dnia wolnego od pracy ostatki przebiegły spokojnie;).
Zaczęło się niewinnie od zwykłego „może byśmy coś wypili :]” no i się zaczęło … a że to właśnie macieja było no z jednej flaszki ostatecznie zrobiły się trzy, trzech ich piło nie równo bo spadłem (wstyd się przyznać) nieco wcześnie … czas jednak na wypoczynek przed pracą do której dnia następnego iść trzeba było odpowiedni
Pili, muzyki słuchali, śpiewali, tańczli nawet a dokładniej jeden z pośród zgromaczonych biesiadników. Zaczeło się jak zwykle spokojnie i skończyło się równie spokojnie, nikt nie został ranny, nie licząć lekkiego co najwyżej kaca moralnego, który zawitał dzień po piesiadzie. Nie była to prawda jedna z tych ‘imprez’ na akademikach ale czasy ciężkie
trzeba zadawalać się tym co jest. Z imprezami akademickimi – przynajmniej tymi w wydaniu naszych bohaterów ta miała coś wspólnego – jak to miało miejsce poprzednie odsetek płci pięknej stosunkowo mały (czyt. brak kobiet na imprezie). Po uroczystości pozostało kilka zdjęć, jakiś film krótkometrarzowy też się znajdzie i puste butelki które śladami poprzednich zajęły miejsce na półce w kuchni, by za jakiś czas ustąpić miejsce nowym …
Nie typowo zacznę bo od pytania
Jako że walentynki już za nami nasuwa się pytanie, czy walentynki są skomercjalizowanym świętem ?
I żeby było nieco po staremu zacznę od przytoczenia definicji(jako punktu wyjścia dla dalszych rozważań) zaczerpniętej z „portalu wiedzy” :
komercjalizacja (ś.łc. commercialis ‘handlowy’ od łc. commercium ‘handel’) 1. ekon. dostosowanie działalności do wymogów gospodarki rynkowej, opieranie jej na zasadach handlowych; nastawienie działalności na zysk.
Nie da się ukryć że jest to całkiem niezły towar, pluszowe serduszka na patyku pojawiające się w sklepach, kioskach … rozchodzą się jak świeże bułeczki … walentynki to zdaniem niektórych „importowane z Zachodu święto spod znaku supermarketowych przecen i krzyczących plansz, wzorem Halloween” autor niewiele się pomylił ( a może ma racje) choć jak niektórzy twierdzą romantyk ze mnie to przychylam się do opinii autora (ale tylko w ramach przytoczonego fragmentu artykułu).
Faktem jest że święto zapożyczone zostało z zagranicy, pomimo całej otoczki komercjalizacji mimo wszystko to całkiem fajne święto (zgodzą się zapewne zwłaszcza zakochani) ale …. ( no właśnie) po co komu ono ?
(Bez linczu prosze
) prawda jest taka że uczucia swojemu partnerowi/partnerce okazywać należy każdego dnia, a co ma wspólnego z tym jakaś data (ktoś chciał zarobić i mu się jak widać udało, zarabiają inni).
Walentynki z jednej strony fajna okazja żeby w niecodzienny, może po prostu szczególny sposób wyrazić swoje uczucia bliskiej osobie, z drugiej jednak strony (zgadzajcie się lub nie) stanowi ono jednak swego rodzaju wymuszone okazywanie uczuć … bo żeby w walentynki nie pokazac jak wielkim uczuciem dąży się drugą osobę to już skandal
– nie pomyle się wiele jeśli założe że choć część z pośród was moi drodzy czytelnicy myśli w ten sam sposób. Uczucie nie są na pokaz, jaki też jest sens ich wymuszania. Wymuszone nie zawsze oznacza szczere …