bibio’s Weblog – przemyślenia lenia
Koniec bloga! Nie chce mi sie pisac! :                                                                                                                         albo nie :]

kwi
26

Po wielu głębokich przemyśleniach w poprzednich postach pora na coś lżejszego :) . Jako że to ‘moj pierwszy raz’ ;) nie bedę się zbytnio rozpisywał, (komu by się chciało czytać ;) ), za to zdjęcia każdy lubi pooglądać :D . Tak więc można uznać ten wpis za fotoblogową relację z imprezy, która miała miejsce w lokalu na osiedlu Wysokim w piątek 24 kwietnia. Więcej szczegółów możliwe, że w następnym poście (zapewne nie moim :P ). Miłego oglądania.

http://picasaweb.google.pl/maciej.opiela/PartyTime02?authkey=Gv1sRgCOPB3aifjKaQuQE#

kwi
13

Jeden z lokatorów mieszkania na pierwszym piętrze ostatnimi czasy odczuwa nieodpartą pokusę imprezowania w środku tygodnia …przyznam że trochę to dziwny czas na imprezy, weekend nadaje się oczywiście lepiej do tego rodzaju spędzania wolnego czasu ;) Niezwykłe a może normalne zależy jak niektórzy zwykli mówić … od punktu siedzenia … jest jednak fakt iż ciągle jest to ten sam lokal.  Muzyka z opowiadań bohatera całkiem przyjemna dla ucha , ale ciągłe chodzenie tylko do jednego, tego samego lokalu … czy to nie dziwne ;) ale … “De gustibus non est disputandum” Zapytacie kim jest ten imprezowicz ? A może już wiecie ?

mar
28

Ostatki tego roku były całkiem udane, nie biorąc pod uwagę małego bólu głowy dnia następnego i dla jednego z bohaterów również dnia wolnego od pracy ostatki przebiegły spokojnie;).

Zaczęło się niewinnie od zwykłego “może byśmy coś wypili :]” no i się zaczęło … a że to właśnie macieja było no z jednej flaszki ostatecznie zrobiły się trzy, trzech ich piło nie równo bo spadłem (wstyd się przyznać) nieco wcześnie … czas jednak na wypoczynek przed pracą do której dnia następnego iść trzeba było odpowiedni ;) Pili, muzyki słuchali, śpiewali, tańczli nawet a dokładniej jeden z pośród zgromaczonych biesiadników. Zaczeło się jak zwykle spokojnie i skończyło się równie spokojnie, nikt nie został ranny, nie licząć lekkiego co najwyżej kaca moralnego, który zawitał dzień po piesiadzie. Nie była to prawda jedna z tych ‘imprez’ na akademikach ale czasy ciężkie ;) trzeba zadawalać się tym co jest. Z imprezami akademickimi – przynajmniej tymi w wydaniu naszych bohaterów ta miała coś wspólnego – jak to miało miejsce poprzednie odsetek płci pięknej stosunkowo mały (czyt. brak kobiet na imprezie). Po uroczystości pozostało kilka zdjęć, jakiś film krótkometrarzowy też się znajdzie i puste butelki które śladami poprzednich zajęły miejsce na półce w kuchni, by za jakiś czas ustąpić miejsce nowym …

lut
15

Nie typowo zacznę bo od pytania :) Jako że walentynki już za nami nasuwa się pytanie, czy walentynki są skomercjalizowanym świętem ?

I żeby było nieco po staremu zacznę od przytoczenia definicji(jako punktu wyjścia dla dalszych rozważań) zaczerpniętej z “portalu wiedzy” :

komercjalizacja (ś.łc. commercialis ‘handlowy’ od łc. commercium ‘handel’) 1. ekon. dostosowanie działalności do wymogów gospodarki rynkowej, opieranie jej na zasadach handlowych; nastawienie działalności na zysk.

Nie da się ukryć że jest to całkiem niezły towar,  pluszowe serduszka na patyku pojawiające się w sklepach, kioskach … rozchodzą się jak świeże bułeczki … walentynki to zdaniem niektórych “importowane z Zachodu święto spod znaku supermarketowych przecen i krzyczących plansz, wzorem Halloween” autor niewiele się pomylił ( a może ma racje) choć jak niektórzy twierdzą romantyk ze mnie  to przychylam się do opinii autora (ale tylko w ramach przytoczonego fragmentu artykułu).

Faktem jest że święto zapożyczone zostało z zagranicy, pomimo całej otoczki komercjalizacji mimo wszystko to całkiem fajne święto (zgodzą się zapewne zwłaszcza zakochani) ale …. ( no właśnie) po co komu ono ?

(Bez linczu prosze :) ) prawda jest taka że uczucia swojemu partnerowi/partnerce okazywać należy każdego dnia, a co ma wspólnego z tym jakaś data (ktoś chciał zarobić i mu się jak widać udało, zarabiają inni).

Walentynki z jednej strony fajna okazja żeby w niecodzienny, może po prostu  szczególny sposób wyrazić swoje uczucia bliskiej osobie, z drugiej jednak strony (zgadzajcie się lub nie) stanowi ono jednak swego rodzaju wymuszone okazywanie uczuć … bo żeby w walentynki nie pokazac jak  wielkim uczuciem dąży się drugą osobę to już skandal :) – nie pomyle się wiele jeśli założe że choć część z pośród was moi drodzy czytelnicy myśli w ten sam sposób.  Uczucie nie są na pokaz, jaki też jest sens ich wymuszania. Wymuszone nie zawsze oznacza szczere …

sty
29

Jeden z doktorów a może profesorów (uczelni na której niegdyś studiowali bohaterowie) zażartował  (a może po prostu składał życzenia – sam już nie wiem) że wraz z obronieniem tytułu magistra inż. rozpoczyna się nowa droga życia. Stwierdzenie przypominające te składane nowo upieczonym małżonkom … życzenia które nijak się najczęściej mają do rzeczywistości … coś się faktycznie zmieni w życiu naszych bohaterów … czy będą to jednak aż tak znaczne zmiany … pracują i w tej kwestii raczej niewiele się zmieni, no może będą więcej zarabiać … o studiach już dawno co niektórzy zapomnieli popadając w monotonie, zniechecenie, nude, ale najwłaściwsze chyba słowo to lenistwo … rozleniwili się i choć mogą się tego wypierać, podawać dowody że jest inaczej … to zaiste parafrazując słowa jednej z osób z kręgu moich znajomych  – ” nie chce im się dupy ruszyć” .

Miejmy nadzieje że się mylę, że jednak zmiany nastąpią, że nasi bohaterowie ruszą “cztery litery” i ich życie ulegnie nie koniecznie radykalnym zmianom.

Tak czy inaczej, niezależnie od tego jak potoczy się życie naszych bohaterów … wysokie mieszkanie uzupełniło liczbę magistrantów … nie znajdziesz li tu człowieka co by tytułu magistra nie miał :)

Co prawda to tylko tytuł,  kawałek papieru który niewiele zmienia … ważne co po tych studiach pozostało w głowach naszych studentów, jakie nauki, jaką wiedzę wynieśli ze studiów, na ile prowadzącym zajęcia udało się wychować, czegoś może nauczyć …

Pobożnym życzeniem doktora J. było abyśmy pamiętali przynajmniej o niektórych z pośród kadry uczelnianej która próbowała nas wyedukować przez te długie 5 lat studiów… na pewno nie zapomnimy wszystkich, zwłaszcza tych którym zawdzięczamy najwięcej, ci zapadną w naszej pamięci na długo …

Dla wszystkich którzy dopingowali naszych bohaterów do rozpoczęcia pisania pracy a także w jej trakcie do jak najszybszego jej zakończenia … tym wszystkim w imieniu bohaterów i własnym dziekuje.

sty
03

Sylwester w Krakowie ciekawie się zapowiadał. Wielkie porządki – dziad wytrzepał nawet dywan. Przygotowania niemalże dorównywały tym związanym z pamiętną parapetówką. Dodam tylko że nawet baloniki zostały zakupione na tę okazję co by nieco mieszkanie przystroić o uszkach z nadzieniem którymi mieli się uraczyć goście już nie wspomnę …

Niestety wspomniani goście nie dopisali :/

Okazało się nasi bohaterowie, niegdyś mieszkańcy pokoju na szóstym piętrze musieli rozpocząć sylwestra w skromnym bo trzyosobowym gronie … kiedy zasiedli do flaszeczki mili innych raczej nieoczekiwanych gości :) Dwaj chłopcy udający kolędników wpadli z kolędą poszli dopiero jak dostali „w łapę” :) . Udawali bo kolędy w ich wykonaniu … choć chyba żaden z mieszkańców nie posiada „głosu” a już zwłaszcza dziad z całą pewnością kolędy w jego wykonaniu byłyby znacznie milsze dla ucha. Ale dość już o kolędnikach niewiadomego pochodzenia …

Jak już wspomniałem zasiedli więc do stołu suto zastawionego (alkoholem) lecz nie szło im :/ (podejrzewam że wyszli już z wprawy :/ ). Sytuacje uratował powrót maciejjaaa który nieco ożywił atmosferę. O północy wypili jeszcze szampana (lub jak kto woli alkoholowy napój musujący ) co po wcześniej wypitej wódce było nieco ryzykownym posunięciem ale przecież Sylwester jest tylko raz w roku :) .

Pokazu fajerwerków chyba żaden z biesiadników nie widział ….

Chwilę później biesiadnicy postanowili przenieś imprezę na stare poczciwe akademiki w których niegdyś mieszkali, wzięli więc litra wyborowej i udali się na spacer w kierunku dobrze znanych domów studenckich …

Co się dalej działo to już pozostanie słodką tajemnicą …

sty
01

Czas na małe podsumowanie starego roku :)

Rok 2008 okazał się owocny w posty na niniejszym blogu. Co prawda koniec roku nie był tak owocny jak jego początek ale nie było chyba najgorzej, ocenę pozostawiam jednak wam moi drodzy czytelnicy. Przez ten rok udało się naszym bohaterom opróżnić kilkadziesiąt butelek różnego gatunku alkoholu :) o czym można poczytać na blogu. Nie są to może chlubne osiągnięcia, ale z nimi najczęściej wiązały się ciekawe historie, które nie zawsze najlepiej nam (autorom) udawało się odwzorować (w końcu żaden z nas nie jest polonistą :P ). Te niewielkie wydarzenia z życia bohaterów chcieliśmy zaznaczyć aby choć przez jakiś czas przetrwały (jeśli nie w pamięci to choć na blogu). Każdy post poza przedstawianymi wydarzeniami wiązał się z pewną szczególną sytuacją nie zawsze umieszczaną w treści. Teraz gdy przeglądam te wszystkie wpisy przypominają się śmieszne sytuacje, ale zwłaszcza ludzie którzy przewinęli się w tym czasie w otoczeniu bohaterów (niegdyś „mieszkańców sławnego pokoju na szóstym piętrze” ). Pojawiło się również kilka postów nie trzymających się powyższego schematu – ot posty od tak ( nie muszę chyba mówić kto jest ich autorem :> ).

Nie wszystkie historie z życia bohaterów zostały opisane, część została skrupulatnie ukryta pod innymi przedstawionymi wydarzeniami lub wręcz pominięta, ze względu na brak czasu lub logicznych podstaw do ich przedstawienia ale zwłaszcza dlatego że choć odrobina tajemniczości musi pozostać :) .

Wszystkim wiernym i tym mniej wiernym czytelnikom a zwłaszcza czytelniczkom :) w tym Nowym Rok 2009 życzymy aby był on nie tylko czasem radości, ale również zadumy nad tym, co nas czeka, optymizmu i wiary w lepsze jutro.

Autorzy

gru
13

Jako że niedawno były mikołajki, święta za pasem, imieniny, urodziny każdy ma stąd taki temat :) Chyba dla części naszego społeczeństwa a może większości mikołajki, święta – “uroczystości” są zwykłym rytuałem, który raz do roku po prostu puszą odprawić, czasem sam się na tym łapie, że tak właśnie je traktuje (zwłaszcza jeśli chodzi o uroczystości typu imieniny czy urodziny), wieczorem przypominam sobie że to właśnie dzień imienin kogoś znajomego, telefon z życzeniami, zimny, niemalże bezosobowy – ot zwykłe “wszystkiego najlepszego” i … spokój na kolejny rok.

Nadchodzą jednak święta, które są szczególnym czasem, czasem który można spędzić z rodziną, z bliskimi … kiedy wszyscy są obdarowywani (nie koniecznie prezentami materialnymi lecz po prostu dobrociom, życzliwościom, ciepłym słowem …) tak naprawdę ludzie odczuwają tę wewnętrzną radość, pojawia się ten promyk ogrzewający oziębłe ludzkie serca, budzi się na chwile to piękno które płynie z dawanie innych odrobiny siebie. W całym tym dawaniu innym czegoś od siebie można dopatrzeć się choć odrobiny egoizmu – w końcu czerpiemy nie zawsze materialną korzyść ale zawsze jakąś – satysfakcje że sprawiliśmy komuś przyjemność, że ktoś poczuł się kochany … Niezależnie jak do tego podchodzimy (i jakie czerpiemy korzyści) powinniśmy obdarowywać się nawzajem (nie zrozumcie mnie źle – mam na myśli szeroko rozumiane dawanie/okazywanie znajomym, przyjaciołom że mogą na nas polegać, że zawsze mogą na nas liczyć … że zawsze jesteśmy by im pomóc …)

Podsumowując ten niekończący się wywód nie do końca spójny (ale zawsze jakiś :P ) słowami piosenki -
Santa Claus Is Coming To Town …so be good for goodness sake

paź
18

Jak czesto ludzie sie zmieniaja, jak czesto zmieniaja sie dla kogos, jak czesto zmieniaja sie od tak dla siebie, jak czesto słyszymy cos podobnego …

Zmiany sa konieczne, nieuniknione … byle by byly na lepsze :) ale o tym chyba nie musze nikogo przekonywac :>

Czy warto sie zmieniac ?  Owszem. Czlowiek choc czasem nie zdaje zobie z tego sprawy ciagle sie zmienia, staje sie bardziej odpowiedzialny (z wiekiem – przynajmniej w wiekszosci przypadkow), bardziej odpowiedzialny … nabywa nowych umiejetnosci …

Czemu sie tak dzieje ? … najczesciej dlatego ze ludzie dostosowuja sie do biezacej sytuacji, do otoczenie, srodowiska w ktorym przyszlo im zyc.

Czasem (jak czesto nie wiem ) ludzie zmieniaja sie dla innych, zmienaije sie bo chca byc lepsi i brawoim za to :) Czasem potrzebujemy impulu, osoby ktora stanie sie impulsem zmian :) Kazy powod zmian (na lepsze) zawdze jest dobry :)

paź
01

W literaturze to kraina wiecznej szcześliwości ….

Ci którzy słuchali na lekcjach języka polskiego w szlole średniej a już na pewno ci którzy mieli z nim doczynienia także później wiedza czym dla Kochanowskiego znawcy łaciny i greki, poezji Horacego, Wergiliusza i Teokryta, znany był mit antycznej Arkadii, krainy prostoty i szczęśliwości …

Podobnie każdy z nas odnajduje te krainę “wiecznej szcześliwości” w naszych rodzinnych okolicach, naszej miejscowości w której mieszkaliśmy tak długo a którą opóściliśmy rozpoczynając studia czy też szukając pracy.  Czy każdy w równym stopniu tęskni za powrotem do tej krainy (do domu rodzinnego) zapewne nie, ale każdy wcześniej czy później odczuwa taką potrzebe czy sie do tego przyznaje czy też nie.

Mogę opierać sie tylko na tym co sam czuje jak sam postrzegam “potrzebe powrotu” w rodzinne strony choc na chwile … która najczęsciej musi starczac na dlugie tygodnie … coż takie jest zycie … składa sie z wyborow pomiedzy tym co musimy, co możemy a co powinnismy robic.

Czasem choc bysmy bardzo tego chcieli nie mozemy powrocic do tej naszej arkadii. Ale czy naprawde nie mozemy ? Czy moze z jakichs powodow nie chcemy ?  Może istnieje jakaś przyczyna, coś co zmusza nas do pozostania tam gdzie jestesmy, zdala od domu, od rodziny, od tych ktorych kochamy najbardziej … Na to pytanie kazdy musi odpowiedziec sobie sam …